Otwarty portal wiedzy akademickiej dla kandydatów, studentów, absolwentów oraz wykładowców uczelni wyższych.

OTWARTE ZASOBY EDUKACYJNE:

Wydziały Filologii polskiej

Oceny Państwowej Komisji Akredytacyjnej

  • Akademia Humanistyczna im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku
    Wydział Filologii Polskiej
    Ocena: brak oceny
  • Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie
    Wydział Filologiczno - Historyczny
    Ocena: pozytywna
  • Akademia Pedagogiczna im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
    Wydział Humanistyczny
    Ocena: pozytywna
  • Akademia Podlaska w Siedlcach
    Wydział Humanistyczny
    Ocena: pozytywna
  • Akademia Pomorska w Słupsku
    Wydział Filologiczno - Historyczny
    Ocena: brak oceny
  • Akademia Świętokrzyska im. Jana Kochanowskiego w Kielcach
    Wydział Filologiczno-Historyczny Filia w Piotrkowie Trybunalskim
    Ocena: pozytywna
  • Wydział Humanistyczny
    Ocena: pozytywna
  • Akademia Techniczno-Humanistyczna w Bielsku Białej
    Wydział Humanistyczno-Społeczny
    Ocena: pozytywna
  • Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II w Lublinie
    Wydział Nauk Humanistycznych
    Ocena: pozytywna
  • Kolegium Karkonoskie w Jeleniej Górze
    Wydział Humanistyczny
    Ocena: brak oceny
  • Mazowiecka Wyższa Szkoła Humanistyczno-Pedagogiczna w Łowiczu
    Wydział Filologiczny
    Ocena: negatywna / przywrócenie upraw
  • Państwowa Wyższa Szkoła Wschodnioeuropejska w Przemyślu
    Instytut Polonistyki
    Ocena: brak oceny
  • Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. A. Silesiusa w Wałbrzychu
    Instytut Filologii
    Ocena: brak oceny
  • Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. J. Grodka w Sanoku
    Ocena: brak oceny
  • Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Chełmie
    Instytut Nauk Humanistycznych
    Ocena: brak oceny
  • Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Ciechanowie
    Instytut Filologiczno - Historyczny
    Ocena: brak oceny
  • Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Elblągu
    Instytut Pedagogiczno - Językowy
    Ocena: brak oceny
  • Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Gorzowie Wielkopolskim
    Instytut Humanistyczny
    Ocena: brak oceny
  • Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Krośnie
    Instytut Humanistyczny
    Ocena: brak oceny
  • Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Skierniewicach
    Instytut Filologii Polskiej
    Ocena: brak oceny
  • Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Tarnowie
    Instytut Humanistyczny
    Ocena: brak oceny
  • Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa we Włocławku
    Instytut Humanistyczny
    Ocena: brak oceny
  • Podhalańska Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Nowym Targu
    Instytut Humanistyczny
    Ocena: brak oceny
  • Powszechna Wyższa Szkoła Humanistyczna POMERANIA w Chojnicach
    Instytut Filologii Polskiej
    Ocena: brak oceny
  • Szkoła Wyższa Przymierza Rodzin w Warszawie
    Wydział Filologii Polskiej
    Ocena: pozytywna
  • Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie
    Wydział Nauk Humanistycznych i Społecznych
    Ocena: brak oceny
  • Uniwersytet Gdański
    Wydział Filologiczno-Historyczny
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
    Collegium Polonicum w Słubicach
    Ocena: negatywna
  • Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Jagielloński w Krakowie
    Wydział Polonistyki
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
    Wydział Nauk Humanistycznych
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy
    Wydział Humanistyczny
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Łódzki
    Wydział Filologiczny
    Ocena: negatywna
  • Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie
    Kolegium Licencjackie w Białej Podlaskiej
    Ocena: pozytywna
  • Kolegium Licencjackie w Biłgoraju
    Ocena: pozytywna
  • Kolegium Licencjackie w Radomiu
    Ocena: pozytywna
  • Wydział Humanistyczny
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
    Wydział Filologiczny
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Opolski
    Wydział Filologiczny
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Rzeszowski
    Wydział Filologiczny
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Szczeciński
    Punkt Konsultacyjny w Gorzowie Wielkopolskim
    Ocena: pozytywna
  • Wydział Filologiczny
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Śląski w Katowicach
    Wydział Filologiczny
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet w Białymstoku
    Wydział Filologiczny
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie
    Wydział Humanistyczny
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Warszawski
    Wydział Polonistyki
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Wrocławski
    Wydział Filologiczny
    Ocena: pozytywna
  • Uniwersytet Zielonogórski
    Wydział Humanistyczny
    Ocena: pozytywna
  • Warszawska Wyższa Szkoła Humanistyczna im. Bolesława Prusa w Warszawie
    Ocena: brak oceny
  • Wyższa Szkoła Humanistyczna w Katowicach
    Wydział Nauk Humanistycznych
    Ocena: brak oceny
  • Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi
    Wydział Humanistyczny
    Ocena: pozytywna
  • Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna we Włocławku
    Wydział Nauk Społecznych i Technicznych
    Ocena: pozytywna
  • Wyższa Szkoła Humanistyczno-Przyrodnicza Studium GENERALE SANDOMIRIENSE w Sandomierzu
    Wydział Humanistyczny
    Ocena: pozytywna
  • Wyższa Szkoła Menedżerska w Legnicy
    Wydział Filologiczny
    Ocena: brak oceny
  • Wyższa Szkoła Zarządzania Marketingowego i Języków Obcych w Katowicach
    Wydział Humanistyczny
    Ocena: brak oceny

Stoisz mi w oczach jak łzy. Romantyczne obsesje Andrzeja Trzebińskiego

Jagoda Rak
Nowe Pismo
01.04.2008
„Pamiętnik” Andrzeja Trzebińskiego to świadectwo pewnego dramatu. Można by powiedzieć: dramatu egzystencjalnego, dziejowego. Ale nie tylko. Na kartach tego pamiętnika zapisana została historia pewnego życia. Historia pewnej miłości.

To właśnie historia pozostanie słowem kluczowym w niniejszych rozważaniach. Historia, w której pragnął zapisać się Trzebiński. Historia, w której tak mocno był zakorzeniony:

Tego powinna nas uczyć myśl o historii, myśl, że ma się ambicje być człowiekiem historycznym, Więcej – być obywatelem historii.

Tu bije także źródło samej propozycji tejże refleksji- spojrzenie na A. Trzebińskiego jak na romantyka, bo przecież także on mógłby powiedzieć- „dałeś mi najkrótsze życie i najmocniejsze uczucie”. Tego młodego poetę prześladowało wiele demonów. Obsesyjność jego myśli narzuca się już przy pierwszym czytaniu „Pamiętnika”, a jednak nie jest to dziennik choroby ani żadna forma autoterapii. „Pamiętnik” A. Trzebińskiego jest dokumentem i świadectwem, materialnym zapisem wielkiego życia. Pisze poeta na pierwszej stronie drugiej części dziennika:

Pamiętniki Brzozowskiego były zawsze najsilniejszą z pokus. Już nie tylko dać równe im – pamiętniki własne. Dać równe Brzozowskiemu – życie własne.

Jest to stwierdzenie zadziwiające w ustach dwudziestoletniego chłopca, tak bardzo jednak symptomatyczne dla A. Trzebińskiego. Literackie zapożyczenia stylowe, charakterystyczne dla każdego młodego twórcy, odczytuje się w „Pamiętniku” stosunkowo łatwo. Widać tu próbę myślenia „po brzozowsku”, a także frazy charakterystyczne dla pamiętnika Baudelaire’a czy powieści Witkacego. Trzebiński pragnął dla siebie wielkiego życia, czynu. Trudno w tym wypadku mówić o literaturze zaangażowanej, jako że zamierzenia jego sięgały dużo dalej. Czytamy w „Pamiętniku” notatkę po śmierci Wacława Bojarskiego:

Może ja osiągnę ją (śmierć) inaczej, w polu, z bronią w ręku. Później od Ciebie, ale tak za to, że śmierć moja – moja, a nie Twoja – stanie się symbolem tej naszej wspólnej sztuki, myśli, kultury?
Dla „sprawy Trzebińskiego” nieprawdziwe staje się twierdzenie, że egzystencja poprzedza esencję. Trzebiński narzucił sobie wielką rolę. Powtarzał często kategoryczny imperatyw: dorosnąć do roli! Pragnął „napisać” własne życie, „dać” życie wielkie. Tak jak literatura była dla niego w najgłębszym znaczeniu rzeczywistością, tak egzystencja stawała się literacka. Obsesyjne pragnienie arcydzielności własnego życia staje się ostatecznym priorytetem. Tak pisał Witkacy w znamiennym także dla Trzebińskiego stylu:

Życie to jest arcydzieło albo farsa, które my z materiału naszego ja, najszerzej zacząwszy od subtelności sumienia, skończywszy na sprężystości łydek, stworzymy. Trzeba to sobie założyć na wielką skalę.

Trzebiński założył. Stał się jednocześnie autorem, narratorem i bohaterem swojego życia. Życia, które jest „cichym budowaniem powieści”. Czytamy w „Pamiętniku”:

Pamiętać, że ludzie są z czegoś „zrobieni”…ważny jest kształt i światłocień. Pewne typy po ospie przypominają kamień, granit. Kobietom odpowiada marmur. Nie zapominać o brązie, o metalach zaśniedziałych…

Spojrzenie na życie jak na sztukę, którą trzeba napisać i zagrać dobrze, pozwala młodemu poecie na ustanowienie niezbędnego dystansu. Wszak dystans jest duszą piękna. Jest to zabieg całkowicie świadomy, kilkakrotnie Trzebiński zauważa w „Pamiętniku”, że patrzy już jakby spoza ram, nie należy do świata. Stanowi to jednocześnie pokusę, ale też zagrożenie. Świat odczytywany u Trzebińskiego zdaje się nieraz rodzajowym obrazkiem odmalowywanym przez artystę:

U Haliny zjawiłem się późno, zbyt późno. Cień rysuje jej profil nieładnie i dziwnie. Ale jest mimo to ładna, oczy ciemne i włosy. Pokój szerokich otoman. Chora. Choroba upiększa dziewczyny.
Rozmawialiśmy zacisznie, salonowo, burżuazyjnie. Za samą atmosferę darowuje się jej te wszystkie naiwnostki, które mówiła.

Artysta upojony pięknem chwili decyduje się wybaczyć rzeczywistości jej nieprzystawalność do jego kunsztu:

Albo może patrzeć na dachy takie piękne w śniegu i darować wszystko światu, po prostu dlatego, że bywa nieraz taki cichy i piękny… spokojny jak dym?...

Świadomość własnego artyzmu, dystans z tej świadomości wynikający, nieuchronnie prowadzi jednak do cynizmu. Życie staje się dla Trzebińskiego teatrem, a kategorie stylu czy smaku zyskują rangę jedynego punktu odniesienia:

Zgorszyć nawet taką Marysię, o – to ma już smak. Zresztą gorszyłem ją z wysoka, niedostępnie, prawie bosko. Nie wyzyskałem takich efektów jak przyznanie się im, kiedy dowiedziały się, że tracę mieszkanie, że będę na utrzymaniu swojej kochanki.

Kształt i forma wydarzeń, tych małych epizodów, z jakich składa się powieść życia, stają się jego dominantą. Niezwykle charakterystyczny jest dla Trzebińskiego zapis: „W ogóle nie mam odwagi być źle całowanym”. Wydarzenia odzyskują swą wagę w pięknie i literackości:

Pracowita do upadłego niedziela. Wyszedłem na miasto o godz. 6.30 rano. Włodarczyk. Brak lokalu. Zaproponował wzięcie gabinetu. (wspaniała, komediowa sytuacja.) żeby jeszcze kobiety!

Skala odczuć jest skalą form, pisał Trzebiński, dlatego Piękno zyskuje dla niego charakter egzystencjalny:

Konieczność mojej śmierci staje się coraz oczywistsza. Tylko że musi być piękna, musi się dobrze udać.
Pięknie dla samego piękna i dla mnie. Dla nikogo poza tym.
Zamiast bohaterstwa miałbym tylko i jedynie – piękno.

Śmierć jest wieczorem autorskim jedynym i trudnym, napisze Trzebiński w drugiej części „Pamiętnika”. Co interesujące, kategorie estetyczne stają się dla Trzebińskiego kategoriami moralnymi, i odwrotnie: piękno legitymizuje złe uczynki, a czar chwili zdaje się przewyższać sam miąższ wydarzeń. Hołd należny pięknu trzeba składać nawet w sytuacji najbardziej głuchej rozpaczy - pisze Andrzej po dramatycznym rozstaniu z Anną:

Nie powinno się tak kończyć tego miesiąca, pięknego bądź- co – bądź – miesiąca. Przecież jestem artystą i powinienem pamiętać bardziej piękno niż ból i bardziej jej zielone oczy, i piękną sylwetę, i jej grę uśmiechu, niż ten brak ostateczny dobroci. Artysta nie może pamiętać o brakach.

Owa charakterystyczna dla Trzebińskiego obsesja arcydzielności własnego życia jest właściwie tylko symptomem pragnienia jeszcze bardziej natarczywego. Artysta musi bowiem w pierwszej kolejności zaprojektować siebie. Stworzyć się od nowa i do końca:

Zerwać u diabła z tą całą krytyką, być sobą. Jeszcze tylko uzgodnić siebie, wiedzieć nareszcie coś o tej sztuce, czy już tylko o jednej jedynej liryce.

To „uzgadnianie siebie” będzie towarzyszyło Trzebińskiemu na każdym kroku. Jak się jednak okaże, niespodziewanie dla samego bohatera, pojawi się siła zdolna zachwiać tak twardymi fundamentami: miłość, co wprawia w ruch słońce i gwiazdy.
Druga część „Pamiętnika” Trzebińskiego to świadectwo pewnych przewartościowań w życiu poety. Tu bowiem w miejsce Sztuki i Piękna jako najwyższych instancji pojawia się Historia. Istotna koncepcja życia jako życia artysty romantycznego pozostaje jednak niezmieniona. Rzutowana jest jedynie na nowe tło, głębsze, ale też bardziej złowrogie. Znamienne jest dla Trzebińskiego zdanie:

Pochłonie nas historia. Młodych, dwudziestoletnich chłopców. Nie będziemy Mochnackimi, Mickiewiczami, Norwidami swojej epoki. Mogliśmy być Rimbaudami. Ale odrzuciliśmy to, bo szliśmy gdzie indziej.

Ciągły powrót do romantycznych korzeni polskiej kultury jest dla Trzebińskiego koniecznością i potrzebą duszy. Wielokrotnie opisuje spacery po zaśnieżonej Warszawie, gdy Historia materializowała się pod postacią pomników, a młody poeta czuł obok siebie obecność Nabielaka, Goszczyńskiego. Trzebiński nie chciał być „poetą przeklętym”, ponieważ wiedział, że jego życie już zostało przeklęte. To, co u poetów francuskich było pozą, dla trzebińskiego było rzeczywistością. Niełatwą, a przecież nie do ominięcia:

Ciężar dni niektórych. […] och, Boże – ty jeden wiesz – naprawdę Ty jeden, Boże, który musisz przecież istnieć i w którego tak strasznie – wierzę obecnie – Ty wiesz, jak męczące, pełne zła i goryczy mam życie. Jak lekko byłoby umrzeć. Jak prosto, przede wszystkim. Ale raz się w to wplątałem, rzuciłem wyzwanie historii, jestem w ogóle, musi po mnie pozostać w niej cień chociaż, choćby nawet cień czerwony, bardzo krwawy.

Tak jak w pierwszej części pamiętnika konieczność własnej śmierci staje się dla Trzebińskiego oczywistością i co kilka stron notuje „przypływ ideek samobójczych”, tak w drugiej nawet możliwość samobójstwa zostaje mu odebrana. Odpowiadać przed Bogiem i Historią znaczy odegrać swoją rolę do końca. Prawo do rezygnacji zostaje zanegowane: „Jestem odpowiedzialny przed Bogiem i historią, przed nimi każdego dnia zdawać rachunek”.
Trzebiński był człowiekiem bardzo nieszczęśliwym. Jest to jednak cierpienie Gustawa Konrada, który za Milijon kocha i cierpi katusze. Zgoda na to cierpienie rodzi się nie z ascezy, a z pychy. Przekonanie o własnym wybraństwie leży u podstaw rzeczonych decyzji. Pisze Andrzej do zmarłego przyjaciela: „Powinienem Ci bardzo dużo obiecać, Wacław. Mnie jednego stać na to. Innych stać tylko na cierpienie”. Pocieszenie niesie już nie sama sztuka, a świadomość bycia obywatelem Historii. Ból nie staje się przez to mniejszy, a jednak nabiera istotnego znaczenia i, co ważniejsze, celu.

Zamykam się raz na zawsze. Otworzy mnie śmierć. Ból, jaki przeżywam, jest ponad moje siły. Ale mam przed sobą historię i to mnie trzyma.

Dopiero miłość okazała się dla Trzebińskiego przeżyciem o tyle tragicznym, że nie dającym się zaprojektować. Nie miała początku ani końca. W pierwszych słowach pamiętnika czytamy:

ostatnie takty marty
anna znowu daleka

Trzebiński kochał w życiu dwie kobiety, dwie Anny. Powyższe słowa to ilustracja specyficznego podejścia do życia młodego poety. Pisząc do zmarłego przyjaciela Wacława Bojarskiego, Trzebiński wspomina „technikę dwu planów”, którą stosował. Była ona dla niego nie nawet wyborem, a koniecznością. Tylko Wacław i Anna okazywali się godnym towarzystwem dla młodego artysty. Z resztą trzeba było toczyć grę:

Nie mam Wacława i Anny. To było wszystko, w rezultacie. Inni ludzie są słabi, i to ja na nich muszę oddziaływać, ja im muszę dawać, ja dla nich muszę- być! Z Wacławem i Anną byłem w stanie równości, pomagaliśmy sobie, może nawet ja mniej im niż oni mnie.

Wyjątkowy stosunek do Anny i Wacława uwidacznia się już w samym języku Trzebińskiego. To do nich zwraca się osobiście, godne zauważenia są zwłaszcza zwielokrotnione apostrofy „Anna, Anna”. Paradoksalnie Trzebiński zdaje się być w bliższym stosunku z Anną i Wacławem, niż ze sobą samym. Mówi o sobie bardzo często za pomocą bezokoliczników lub czasowników niefleksyjnych: „mówi się” „czyta się”, „jest się”.
Trzebiński walczył z miłością, o miłość i dla niej. Ona też go przerosła i pokonała. Wiedział, że musi się poświęcić, że samotność jest celem ostatecznym jego egzystencji. Miłość należy nieustannie przekraczać, sublimować. Historia związków Trzebińskiego jest wielką sinusoidą, ilustrującą starcie „ja” wewnętrznego poety i „ja” artysty wybranego.
Na kartach „Pamiętnika” odbija się zupełnie specyficzne podejście do erotyki młodego autora. Trzebiński miał wiele kochanek, w tym Martę, starszą o kilka lat studentkę polonistyki. Zrezygnował jednak z nich, nie dla Anny wszakże, która zawsze stała dla niego nieskończenie wyżej ponad tym. Zrezygnował, ponieważ nie mógł znieść dni auto-pogardy „po”. Co rusz wszakże wracają napomknienia o nocach „erotycznego rozpieklenia” czy też wyraźna już nieomal rezygnacja z ascezy:

A u siebie już chandra, dzika chandra miłosna. Że niby dość tego wszystkiego, dość czystości. Że muszę jutro pójść do którejś i zorganizować jakąś orgię. We trójkę koniecznie.

Mimo chwil zwątpienia Trzebiński nie rezygnuje jednak z własnego postanowienia, wie, że znaczyłoby to w pewnym sensie zrezygnować z siebie. Idzie jednak dalej w radykalizmie. Na początkowych stronach pamiętnika pisze:

Anna była. Rozmawialiśmy ze sobą. Niby – to nic, ot- zwyczajnie, codziennie, potocznie- ale to się jednak toczy źle. Nie wiem, czy powinno toczyć się źle. Boże, boże, jedną mam tylko Annę, jej inność- to jej wartość. Ale nie jestem już tak naiwny, nie pytam: dlaczego to wszystko? To naiwność mojej matki. Zmęczony jestem tym wszystkim. Gdyby mi się oddała, póki mam jeszcze w sobie resztki świeżości!...później będę straszny, wiem już dziś.
Anna kochana! …to o tobie tak piszę, o tobie piszę w ten sposób, jakby to nie ty… Anna, dajmy sobie dłonie!- śmieszny gest…ratuj mnie, Anna…
Gdyby oddała mi się kiedyś, dawno- dziś byłoby co innego. To chyba źle przeczułaś, Anna.

Anna, która „rozrosła się z tych loków i ust w taki ogromny dylemat o życiu” stała się dla Trzebińskiego życiową koniecznością, nie potrafił z niej zrezygnować, a jednocześnie przeczuwał, że powinien to zrobić. Ostatecznie stała się dla młodego artysty Ideą, wcielonym Pięknem, nie zaś kobietą. Pisze Trzebiński:

Mój stosunek z Anną jest już tak zawikłany, że już nie rozplączę niczego, nie dowiem się o niczym, mogę i muszę jedno tylko: kochać ją. Kocham ją nareszcie trochę mądrzej i trochę spokojniej. Myślę o niej jako o prawdziwym człowieku, to jest dla mnie ten nieznany zupełnie, ostatni brzeg miłości: ”Caritas”. Jest tylko jeden sposób wyjaśnienia jej tego: zerwać z całym erotyzmem, nie dotknąć jej już w ogóle, nie pocałować.


Anna nie chciała jednak być „ prawdziwym człowiekiem”. Odchodziła więc. Rezygnacja z tej miłości nie została dana ani jej, ani Trzebińskiemu. Ich historia to historia rozstań i powrotów. Obsesyjna miłość Trzebińskiego nie była jednak miłością, która może uszczęśliwiać. Charakterystyczne jest wyznanie Trzebińskiego:

Przebacz mi, Anna, nie tamte niby- to kochanki- bo to by trąciło „pur nonsensem”- ale to, że nie kocham Brzozowskiego, Norwida i że słowem- zestarzałem się, tak wcześnie się zestarzałem.

Życie Trzebińskiego do końca było życiem wiedzionym w perspektywie historycznej, nieustannym gorączkowym pozostawianiem po sobie śladu. Było też życiem artysty, trudno określić konkretny moment, w którym obsesja miłosna zaczęła wypaczać i komplikować te perspektywy. Czytamy na początku „Pamiętnika”:

leżę w poprzek łóżka zawinięty w koc. anna w szarym kapeluszu i w palcie. sama jest jeszcze dalsza. szafa stoi na środku pokoju: życiowy bezsens. pół godziny świecy, która przypomina lampki nagrobkowe- później ciemność. anna boi się nerwowo ciemności. kiedy weszła, była w ogóle zdenerwowana i obca. chciała dobrych wierszy. czyta lieberta, jego tłumaczenia z achmatowej, błoka. wiatr. na chwilę oderwała się i przypomniała sobie: nasza szyba! podjąłem temat wywodząc subtelnie, że do dzwonienia mojej szyby przyłączyły się od niedawna jakieś poddźwięki zupełnie nowe. chciałem je nawet zaprodukować, ale nie wychodziło.

Typowa jest tu kontaminacja pewnych sensów: „szafa stoi na środku pokoju: życiowy bezsens”, sytuacja zaczyna tracić kontury pod ciężarem własnego czaru i piękna. W takich chwilach myślę o pogrzebie wilde’a – norwida, o agonii lwa tołsto - pisze Trzebiński. Jest tu obecne owo „wstrętne ponad”, które nie pozwalało Trzebińskiemu skupić się na życiu codziennym, docenić je i dowartościować zwyczajność. A jednak niepostrzeżenie dla samego autora sytuacja zaczyna się zmieniać. Pisze artysta:

Gdybym mógł kochać normalnie, gdyby miłość z Anną była normalna, taka bez tej targaniny, bez tego życia, nerwowego życia, każdą schwytaną chwilą.

Kiedy Anna odchodzi po raz pierwszy, zadziwia w „Pamiętniku” egocentryzm Trzebińskiego. Jest on tu ciągle aktorem na scenie swojego życia, czytamy:

A żal mi, tak dziwnie żal: dwadzieścia lat siebie- za rok- dwa wszystko się poderwie do tworzenia…takie wielkie życie. Oni pójdą beze mnie…co będzie z Anną? Są chwile, kiedy mi jej tak gorzko żal…biedna Anna. Może to właśnie ona…napisałbym do niej list. Ale nie mam siły pisać do nikogo. Zresztą zaczęłaby się komedia.

Komedia, jak się okazuje, jednak się zaczyna. Projekt rezygnacji z miłości okazuje się utopią. Trzebiński żyje i pisze, a jednak natrętne myśli o Annie powracają na karty dziennika z coraz większą częstotliwością:

Czekam na Ankę. Dowiaduje się codziennie do domu- i nic. Ona jest taka inteligentna, że na pewno ma rację. I tego mi właśnie żal, może strach.

Anna staje się już nie tylko personifikacją Piękna, ale też Mądrości. Uderzający jest kontrast między tonem aroganckiego redaktora Sztuki i Narodu i zakochanego w Annie młodzieńca:

O Annie nie śmiem już nawet myśleć. Ta jest zbyt inteligentna, żeby zrozumieć, że mnie dawnego- silnego, już nie ma, a dla dzisiejszego nie warto tracić ani godziny.

Obietnice składane samemu sobie, że trzeba to jakoś przetrwać, poukładać sobie w głowie, skończyć raz na zawsze z miłością, okazują się nic nie warte:

Dwa listy do Anki. Trudno, nie wytrzymałem i raz jeszcze stanęło dęba wszystko. Tęsknota za nią, tą Anną moją, lekką, dziwną, latającą. Znowu wrócił ten wieczór, z „listu pisanego wieczorem”. Znowu usta, marzenie o pocałunkach, smutny, chłodny, wieczorny głód miłości.

Trzebiński odczuwa, jak bardzo upokarzająca jest jego sytuacja, a przecież nie potrafi jej zmienić. Nawet precyzyjnie wyznaczany plan pracy zaczyna się walić i dni zamieniają się w niekończącą kontemplację Anny: „Oczekiwanie- więcej niż nerwowe- przez cała niedzielę na Annę. Boże. Boże. Co się z nią dzieje?” Trzebiński z całą świadomością wagi pojęć nazywał swą sytuację tragiczną. Czuł, że znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Kochał Annę i nie potrafił bez niej żyć, a przecież wiedział, że żyć z nią nie może: „Śniła mi się Anna, jeszcze raz Anna. no, i co- moja droga? Czy byśmy się dogadali-? Nie, Anna.” Najpiękniejsze liryki zamknięte są w tekście „Pamiętnika”, w tym sensie skala odczuć stała się rzeczywiście skalą form:

Sierpień się kończy…
Stanie się jesień nagła i fermentująca. Zewrą się odwieczne dwa kolory: czerwień i żółć. Jesień bez jednego opadającego listu, bez niczyjej późnej, czerwonej miłości. Chłód.
Ranki mgliste albo porywająco wielkie, niezapełnione miłością. Wyjdę. O, tak- wyjdę. Za miasto ścieżkami pogiętymi jak stare druty, ścieżkami wąskimi jak parę źdźbeł…
I wieczory rozciągające się drapieżnie i miękko, jak bardzo groźne, egzotyczne zwierzęta.
Pierwsza jesień- Anna. Wspomnienia po Annie i te listy, takie białe, jak dłonie Chopina chyba…i miłość trawiąca serce, miłości ogromna lawina, albo taki biały, rosnący ogień…

Miłość do Anny była dla Trzebińskiego doświadczeniem granicznym, w podobny sposób przeżył jeszcze tylko śmierć Wacława. I tylko w tych momentach potrafił być prawdziwy, zaprzestać „mistyfikacji własnego życia”. Tylko wtedy odrzucał Formę:

Czy byłem śmieszny-? Nie wiem…chciałbym, żeby wróciła… żeby wróciła o jakiejś-tam szóstej godzinie i tak po ciemku posiedziała ze mną…

Anna rzeczywiście wróciła. Dla Trzebińskiego życie stało się znowu snem, z którego jednak musiał się obudzić. Porównanie do snu nasuwa się tu niezupełnie od rzeczy, pisał bowiem Trzebiński:

Budzenie się, to wychodzenie ludzi na brzeg snu, kiedy są jeszcze cali mokrzy, zanurzeni po pierś w żywiole i starają się dopiero uchwycić za coś stałego, za coś, co stanowi brzeg- jest godne studiów. Dla niektórych takim nadbrzeżnym punktem oparcia, po którym poznają, iż są już poza nurtem snu, jest para nocnych pantofli stojących obok łóżka. Dla innych jakaś zawsze ta sama, zawsze tak samo beznadziejna myśl, coś w rodzaju: „o, jakże strasznie bezsenne musi być życie, jak nigdy nie można niczego porządnie skończyć. Nawet snu!...’ dla innych imię kobiety.
Brzegiem każdego mojego snu jest to ostatnie: Jej imię…

W świetle tych słów cały „Pamiętnik” wydaje się sennym zapisem, Anna jest w nim obecna nieustannie, jest to doświadczenie tej „rzeczywistej obecności”, o której pisał Georg Steiner. Anna zajmuje tu miejsce Boga, jest pierwszym i ostatecznym punktem odniesienia.
Trzebiński wybiera cierpienie. Pisze:

Jeszcze nigdy w tej miłości nie czułem tak głuchej rozpaczy, ale i nigdy nie widziałem tak nieuniknionej, wiszącej nade mną, konieczności.

Jest to świadomość pewnego musu. Artysta, a przede wszystkim człowiek Czynu musi wyzbyć się prawa do szczęścia, poświęcić wszystko. Sztuka wymaga samotności. Trzebiński decyduje się na rzecz niemożliwą. Wydaje mu się, że jest zdolny do najwyższego wyrzeczenia. Po raz kolejny zatem komplikacje rodzą się z jego własnej duszy, ogarniętej manią wielkości. Pisze poeta:

Ogłuchnąć na pewne rzeczy, jak ogłuchł na rzecz najwspanialszą, jaka może być- bo na muzykę- Beethoven, ogłuchnąć na te rzeczy, aby je tym większe, tym gigantyczniejsze stwarzać. Aby wydźwignąć się w sferę mocy i wartości przerastających naszą ludzką normalność.
Być takim głuchym Beethovenem miłości. Słyszeć ją wtedy tylko, kiedy ją tworzymy, wydźwignąć ze siebie pod gwiazdy i nie słyszeć, kiedy ona tylko jest, kiedy z nią żyjemy, kiedy ona do nas przemawia.

Jest to fragment dla Trzebińskiego bardzo symptomatyczny. Pisząc o Beethovenie, a w innym miejscu o Cezannie i Van Goghu, młody poeta stawia się w stosunku równości z największymi. Wśród nich jest jego miejsce, to od najmłodszych lat nie ulegało dla niego wątpliwości. Tę pychę można wybaczyć wobec poruszających w swym smutku lakonicznych stwierdzeń, jakie powtarzają się dalej w „Pamiętniku”: „Jeden dzień bez Anny już poza mną”.
Rozstanie z Anną trwało dwie noce. Rozpacz tych chwil i druzgocące swą prawdą poczucie, że „ma się racje” , będą w zapiskach poety wracać wielokrotnie:

 I ta noc, ta noc ostatnia, oh- pisać nie chcę o tym, to była noc conradowska chyba, i tego nie da się zabić w sobie. ; [...] A potem … ten jej płacz i te godziny w ciemności, kiedy czułem, że to nie jest śmieszne, jeżeli nazwie się to tragicznym.

Trzebiński zdawał sobie sprawę, że wrócić do Anny oznaczałoby wprowadzić swoje życie na deski teatru. Lichego teatru. Wiedział. I wrócił. To właśnie w tym momencie, kilka miesięcy przed śmiercią, Trzebiński po raz pierwszy zdał sobie sprawę, że poniósł klęskę, Nie udało mu się wygrać swojego życia i stanął bezbronny. Miłość okazała się - jak każda transcendencja - czymś, czego nie można „napisać”. Czytamy w „Pamiętniku”:

Była niedawno taka noc. Nie będę pisać o niej. Noc, która przywiązała mnie do Anny na śmierć i życie, noc, której nigdy nie zapomnę. Zresztą noc tamta miała zupełnie inną treść. Do Anny mam odtąd ogromne zaufanie. To, czego brakło mi dotąd. Zaufanie w tym głębszym, istotniejszym sensie. Naturalnie nie w tym, że mnie nie porzuci. Bo to- boli mnie- ale jest nieodwołalne…(…dlaczego, Anno-?). w sensie znacznie głębszym. Nie wiem, jak to określić.

Wiedząc, że jest to już partia rozegrana, Trzebiński decyduje się na największe ryzyko, miłość do Anny pragnie okupić rezygnacją z siebie, z własnego ja:

Postanowiłem brnąć siłą. Pomimo wszystko, co się stanie. Na krótki okres można gardzić nawet upokorzeniem. Poszedłem. Nazwała to Canossą. Tak. Dobrze. To była właśnie Canossa.

Poeta po raz kolejny próbuje projektu totalnego. Pragnie zabić w sobie wszystkie odczucia i oczekiwania i poświęcić się tylko kochaniu Anny.

Kocham Annę. To jest już wartość obiektywna: realnego związku psychicznego. Ból , niepokój, żal- nie mogą wchodzić w rachubę. One nic nie stwarzają, niczego nie ulepszają. Nie można ciągle być egotystą…

Miłość przestaje być wymianą, staje się tylko dawaniem. Na kartach „Pamiętnika” w samym języku zapisana została Trzebińskiego rezygnacja z siebie. Zwraca się do siebie w drugiej osobie:

Andrzeju. Nic cię to już nie kosztuje – spokój. niczego nie żałujesz. Nie jesteś stworzony do miłości, to był błąd – miłość z Anną – to nie Anna zawiodła czy nie stanęła na wysokości zadania, to po prostu zadanie zbyt wysokie. [...] Andrzeju. To nie jest katastrofa. A jeżeli nawet tak, to bardzo dawna katastrofa.

Tutaj też padają najbardziej „konradowskie” słowa Trzebińskiego:

Dałeś mi ciężkie życie, Ty, który dajesz człowiekowi jego los. Dałeś mi najcięższe, jakie znieść mógłbym. Stale się to waży we mnie i czuję, że żyję na krawędzi możliwości.

Anna staje się prawdziwą obsesją:

Parę stron przeczytanych i znowu- myślenie o pewnych sprawach. O Annie. Powtarzam automatycznie i podświadomie, co parę chwil, jakieś bezsensowne zdanie o niej.

Pośród zadań krótkoterminowych: Nie widzieć aż do niedzieli Anny (cztery dni) pojawiają się jeszcze próby racjonalizacji, wyjścia z uczuciowego i życiowego impasu:

Andrzeju, z tego trzeba otrząsnąć się do końca. Podjąłeś się wielkiego życia. Wielkiego życia, nie tylko : wielkiej twórczości. Anna jest tylko kobietą.

Wszelkie próby jednak zawodzą, spotkanie z Anną staje się ostatecznym dowodem na nierozwiązywalność tego problemu:

Patrzyłem w twoją twarz piękną i pogodną – żegnając Cię dzisiaj. Byłem zmęczony, musiałem Cię dotkną, objąć, czuć Twoje ciało…ciemniało. Tak miękko wygięłaś szyję do tyłu, takie światełka w oczach miałaś – Pożegnałem Cię…
Rozwiązała go śmierć. Ostatnie dni Trzebiński spędził na powrót u Anny i po raz ostatni podjął heroiczną próbę ograniczenia tego, co „bebechowe” na rzecz Sztuki:

Pisarz, artysta musi mieć dużo samotności, aby tworzyć. Samotności albo chłodu. Ciepło zabija twórcę w człowieku, ostry kontur światła rozmazuje się w źrenicach.

Link do http://www.wwsi.edu.pl/